Od czego by tu…

Miałem napisać o tym co stało się w grudniu i jak od grudnia wygląda moje (sportowe) życie. O tym, że przebrnąłem przez miesiąc rozruchu po czym znowu trafiła się przerwa, mniej bądź bardziej zależna ode mnie. Miałem napisać, że dzisiaj udało mi się przerwać ponad tygodniową dziurę w treningach i znowu zabrać się do roboty.

Ale po dwóch akapitach wymiękłem. Razem z formą sportową straciłem też chyba umiejętność pisania. I chyba tak jak w przypadku sportu, tak i z blogiem muszę wrócić kawałek po kawałku. Zacznę więc od czegoś prostego:

Dzień dobry – miło mi was widzieć.

Czytaj Dalej ->

Karkonoszman po raz piąty

Gdy o 6:00 w aucie zadzwonił budzik, nie poczułem klasycznego dla mnie rozdrażnienia. Przez głowę nie przelatywały myśli w stylu ” po jaką cholerę to robię?” czy „mogłem być teraz w domu”. Gdy otworzyłem oczy, miałem jasno postawione zadanie na ten dzień – ukończyć zawody w limicie i utrzymać status „All Finisher’a”. I gdy wysiadłem z auta, z masochistyczną przyjemnością zabrałem się za wykonanie tego zadania.

przed startem Może i nie wygląda zbyt profesjonalnie, ale hej, tym razem nic nie

Czytaj Dalej ->

A.D. 2017

Miałem nie pisać podsumowania roku. Ale chyba udzielił mi się świąteczny nastrój zadumy i refleksji…

Tempo spadło. Wlokę się w zasadzie noga za nogą. Trochę nadrabiam pisaniem, w tym roku nie szło mi ono najgorzej, ale jeśli chodzi o poziom sportowy to walczę z pomysłem, żeby zejść z trasy i rzucić to wszystko w cholerę. Rok 2017 był rokiem trudnym. Trudniejszym, niż jego poprzednik, 2016, który w sumie też do łatwych nie należał. Ale, ale – żeby nie było zbyt pesymistycznie – to nie tak, że ten rok był zły i „Jezu, dobrze że już się kończy”. To że maraton człowieka poniewiera, to nie znaczy, że jest zły, tylko że na długo zapadnie w pamięć. A że zbliżam się właśnie do tabliczki 28 km, to mam prawo podejrzewać, że jestem gdzieś w okolicach ściany. Ściany, którą trzeba po prostu przebić i biec dalej. Liczę tylko, że zachowam się jak na ultrasa przystało i nie skończę na głupim 42 kilometrze, tylko pociągnę do tej setki (ponoć kryzys przy 80 km dopiero potrafi dać w kość – chcę to sprawdzić).

Przyszły święta. Dla nas pierwsze z Martyną. Z tej okazji doczekaliśmy się nawet choinki, chociaż na razie

Czytaj Dalej ->