Archiwa tagu: ultra

Ultrakotlina – jak się bawić, to się bawić

Od zeszłego weekendu minął zaledwie tydzień, ale w mojej głowie Ultrakotlina odbyła się jakiś miesiąc temu. Życie po raz kolejny nabrało rozpędu, w ciągu tygodnia trudno mi znaleźć czas na myślenie, o pisaniu nie wspominając. Ale optymizm który znalazłem przed wyjazdem na Kotlinę pozostał.

Nie planowałem w tym roku udziału w Przejściu. Dalej uważam, że to co zrobiliśmy dwa lata temu z Gosią było czymś niezwykłym i raczej trudno będzie to powtórzyć. Ponad 40 godzin na trasie to dla mojej głowy jednak trochę z dużo. Dlatego gdy w tym roku Gosia Puchała Pietruszka powiedziała, że startuje z mężem w Przejściu, nawet przez myśl nie przeszło mi „a może by tak…”. Zupełnie niezależnie jednak od tego, poszukiwałem górskich ultra, które mógłbym zaliczyć jeszcze w tym roku. Coraz więcej startów wymaga kwalifikacji, zaś moja psychika coraz bardziej potrzebowała dotarcia do mety i potwierdzenia „tak, potrafisz”. Tak trafiłem na Ultrakotlinę, która tym razem nie odbywała się razem z Przejściem. Dystans 80 km idealnie spełniał moje wymagania i… i sprawił że ponownie wróciłem na szlaki dookoła Jeleniej Góry.

Zaczęło się

Czytaj Dalej ->

Kareta Pików i Trójka Waletów – Ultrajanosik 2017

Czas leci, emocje opadają. Od Janosika minął już tydzień i mogę na wszystko spojrzeć z większym dystansem. Karkołomna podróż w Tatry wydaje się być ledwie drobną niedogodnością, a złość na organizatora wyparowała praktycznie do zera, zostawiając tylko wspomnienia niesamowitej trasy. Gdyby wszystkie przygody zostawały w głowie w takiej formie… Tak czy owak, do relacji mogę już usiąść bardziej na chłodno (nawet jeśli temperatury na dworze z jesiennych wróciły znowu na letnie).

janosik7No, Tatko, skasuj te wszystkie brzydkie słowa i zacznij jeszcze raz
fot. Gosia

Początek

Jak już wspomniałem, droga na zawody nie była dla nas łaskawa. Deszczowo,

Czytaj Dalej ->

Małe Ultra – Operacja 11:11

Dużo emocji. I trochę kilometrów na dokładkę. Miałem w zeszłym tygodniu okazję organizować, uczestniczyć i wygrać (choć to ostatnie jest najmniej frapujące) w pierwszym w Brzegu Dolnym ultramaratonie.  O tym, jak wyglądało bieganie przez 11 godzin i 11 minut już napisałem – relacja jednak dla odmiany nie zawisła na blogu, a na serwisie Kingrunner.com – to taki mały kroczek w stronę szerszego świata z moim skrobaniem relacji. Udanej lektury (link otwiera się po kliknięciu w poniższe zdjęcie)

11x11_v7

Czytaj Dalej ->

logo_przejscie

(X)II Przejście Kotliny Jeleniogórskiej

– Ile to jest 36 x 3?
– Co?
– No, dawaj, ile to jest?
– … … … 108?
– Dobrze, lecimy dalej

Sentymentalny jakiś ten rok. Nie tak dawno wspominałem pierwszą Izerską Wyrypę (wpis niestety uciekł w trakcie zmiany serwerów), a teraz poszedłem jeszcze dalej – wróciłem tam, gdzie wszystko się zaczęło. Kotlina Jeleniogórska była moim pierwszym startem na długim dystansie i pierwszą porażką, w długiej linii porażek. Porażką, która narobiła mi smaka i pchnęła w stronę ultra. I musiało minąć sześć długich lat, żebym ponownie stanął na starcie w Szklarskiej Porębie.

Strach i podniecenie. te dwa uczucia towarzyszyły mi już na kilka tygodni przed startem. Znaczy, zależy mi, ale znaczy też, że może być różnie. Bo prawie 140 kilometrów, nawet jeśli zakładaliśmy z Gosią marsz a nie bieg, potrafi dać w kość. Zwłaszcza w górach. Zwłaszcza (!) przy złej pogodzie. Był więc strach. Ale jednak więcej było podniecenia.

Prolog:
Karkonosze były takie, jakimi je zapamiętałem. Sznur światełek przed nami i za nami na szlaku. Cisza i ciemność dookoła.

Czytaj Dalej ->