Triathlon na licencję – czyli zawodowy amator

Dzisiaj na facebookowej grupie Triathlon (PL), padła informacja o artykule festiwalu biegowego:

Polski Związek Triathlonu wprowadza obowiązkowe licencje!

Tak, właśnie Festiwalu Biegowego, bo strona związku, podobnie jak facebook na ten temat milczy. Ciekawy obieg informacji mamy w tym naszym sportowym  światku… Postanowiłem zgłębić trochę temat, poczytać komentarze, poszperać na stronie związku i zobaczyć co w trawie piszczy.

Co wiadomo

Jak już wspomniałem, patrząc na stronę związku nie wiadomo na temat planów nic. Niemniej, w artykule cytowane są wypowiedzi wiceprezesa związku, wydaje się więc, że mowa o wiarygodnych informacjach.

  • Licencja będzie zapewniała ubezpieczenie zawodnika
  • Posiadacz licencji może liczyć na „zniżki u partnerów”
  • cytując artykuł: „Wpłaty mają zostać wykorzystane na szkolenie młodzieży, obozy, sprzęt, organizację aquathlonów i organizowanie naborów młodzieży”
  • Licencja ma być obowiązkowa na około 40-tu imprezach w sezonie 2018 (w zasadzie wszystkie duże komercyjne imprezy w Polsce)
  • Licencja ma kosztować 20 zł za imprezę /100 zł za sezon
  • Przy Licencji rocznej wymaga się badań lekarskich, przy jednodniowych standardowego oświadczenia.

Tak więc, wiadomo całkiem sporo. Można powiedzieć, że każdy, kto zamierza się pojawić na dużej imprezie, zetknie się z tematem wykupu licencji. Trudno więc mówić o bojkocie związku na dłuższą metę – o ile człowiek nie chce się ograniczyć do lokalnych imprez i ekstremalnych projektów z małą ilością uczestników. Ostatecznie można się pożegnać z dyscypliną.

 Argumenty w sieci

Czytając komentarze pod wpisem można zauważyć, że zdania na temat licencji są podzielone, a argumentów „na tak” jest całkiem sporo:

  • dofinansują dzieciaki / PROsów
  • zawodnicy będą mieli ubezpieczenie w standardzie
  • zniżki u partnerów
  • wymusi się badania lekarskie
  • stówka to „grosze”
  • w innych krajach to jest standard

Niemniej, druga strona barykady nie pozostaje dłużna, choć pojawiają się głównie pytania, a nie pewniki:

  • jak w rzeczywistości zostanie wydana kasa?
  • jakie dokładnie będą warunki ubezpieczenia?
  • Czy zniżki będą miały jakąkolwiek realną wartość?
  • Co z astmatykami i innymi, którzy nie przejdą badań?
  • Stówa to jednak stówa,

Co ja na to

Powiem szczerze, że zdecydowanie odnalazłem się w gronie przeciwników nadchodzącej „dobrej zmiany”. Po doświadczeniach z prowadzeniem stowarzyszenia sportowego jestem dużo bardziej otwarty na różne działania organizacyjne, to zbyt wiele w decyzji PZTri mnie irytuje.

Przede wszystkim, jak to się dzieje, że informacja pojawia się w mediach niezwiązanych bezpośrednio z triathlonem, a strona związku milczy? Śledzę profil FB związku i nie wpadł mi ani ułamek informacji na ten temat. Głębsze kopanie na stronie również nie przyniosło rezultatu. Komentarze pod artykułem powinny się pojawić na stronie związku i tam być poddane dyskusji.

Idąc dalej, sama idea wymuszania na amatorach posiadania licencji do mnie nie przemawia. To moim zdaniem jedna z rzeczy, która odróżnia amatora od zawodowca. Jeśli jako amator chcę wystartować w jednej imprezie w roku, to nikt nie powinien zmuszać mnie do „ślubu ze związkiem”, nawet jednodniowego. Swoją drogą bycie jednodniowym triathlonistą jest dla mnie kuriozalne (po co?). I proszę, nie podsuwajcie argumentów że inni już tak mają. Na świecie wiele rzeczy już mają, a ja niekoniecznie chcę je w Polsce.

Obiecywane profity dla uczestników są delikatnie mówiąc… słabe. Na dziś nie są znane szczegóły, ale obawiam się, że ubezpieczenie w licencji rocznej nie zamknie mi tematu ubezpieczenia w sporcie jako takim (starty w biegach, wyścigach kolarskich, ubezpieczenie roweru, czy wypadki na treningu). Tak więc jeśli ktoś będzie chciał mieć kompleksowe ubezpieczenie, to i tak będzie się tematem musiał zająć sam. Obawiam się, że ubezpieczenie prawdopodobnie będzie działało… tylko na imprezach z listy PZTri. W wersji jednodniowej raczej też nie będzie to szał, jeśli dobrze kojarzę, to ubezpieczenia na jedne zawody kosztowało mnie zazwyczaj w okolicach 5 zł… W zniżki u partnerów nie wierzę zaś wcale, zbyt duża skala, żeby miało to być coś faktycznie atrakcyjnego. Są dla bycia i nic ponadto.

Wreszcie koronny argument. „Zbieramy na dzieciaki”. Trudno z tym dyskutować, trudno nie pochwalać. I ja też pochwalam. Tylko, drodzy Prezesi, dlaczego w takiej formie? Dlaczego dobry uczynek pod przymusem? Spójrzcie ile akcji charytatywnych robią triathloniści, naprawdę myślicie że nie dadzą kasy po dobroci? Ja dam, inni pewnie też dadzą. Nawet jak wprost powiedzie, że połowa zebranej kasy trafi na „administrację”. Nie bójmy się mówić, że związek kosztuje, a ludzie nie pracują w nim za frajer. Sam pracowałem i wiem, że na dłuższą metę jest to niewykonalne. Więc rozmawiajcie z nami, triathlonistami, a nie narzucajcie nam coś siłą. Kilkukrotnie robiłem w życiu akcje charytatywne, zawsze z dobrowolnością udziału i nigdy się nie zawiodłem. A tak, to przepraszam, ale ja w wasze zapewnienia o celu zbierania kasy zwyczajnie nie wierzę. A już tekstu o „organizowaniu Aquathlonów” nie rozumiem totalnie.

Podsumowanie

Całość wygląda na dosyć zaawansowany pomysł, ponadto karty są po stronie związku. Przyjdzie więc raczej pogodzić się nam z faktem dodatkowych opłat od przyszłego roku. I tak, nazywam to właśnie opłatą. Daleki jestem od twierdzenia, że kierownictwo napycha sobie kieszenie, ale związek ewidentnie znalazł pomysł na wyciąganie kasy i z determinacją wdraża go w życie. Jest to smutne i nie tak widzę współpracę związku z zawodnikami. I aż się boję pomyśleć, że w całości chodzi jeszcze o zbieranie danych osobowych, które dziwnym przypadkiem po sezonie trafią w odpowiednie ręce…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *