Tata biega… jak umie. Miękinia półmaraton

Wstaliśmy rano i z lekką obsuwą zebraliśmy się do wyjazdu. Znaczy Mama i Tata się zebrali, bo ja spałam. A obsuwa była, bo trzeba było spakować nie tylko mnie ale jeszcze tatę (albo odwrotnie?). Tata mówi, że najgorzej jechać na zawody, które są pod domem, bo wtedy zawsze człowiek myśli, że zdąży, a koniec końców jest na styk. Ja tam nie wiem, tutaj na styk nie byliśmy, był nawet czas pojeździć moim wózkiem w ramach rozgrzewki. Przecież szkoda by było nie skorzystać z takiego słońca.

20170409_101304
Tata jakiś taki zdziadziały w tych dresach…
20170409_105048… no, tak lepiej.

Tata przed startem coś tam rozmawiał przed startem z wujkiem Witkiem. Że pobiegnie za nim, ale jednak nie, ale może tak, ale w sumie to nie wie, bo to za szybko… to jednak nie. Ten tata to niezdecydowany jakiś. W końcu zostawił mnie z mamą, zrobił rozgrzewkę, dał całusa (mamie większego…) i poszedł na start.

My z mamą byłyśmy sprytne, bo tata biegł dookoła, a my skrótem pojechałyśmy na drugi kilometr go dopingować. Jak nas mijał, to Mama coś tam przebąknęła, że biegł za jakąś panią. Ale tata mi mówił, że gonił wujka Witka, bo jednak ostatecznie tak. Tak czy owak przeleciał koło nas i tyle go widziałyśmy. Ja nie wiem co fajnego jest w tym bieganiu, nie pozostało mi nic innego jak pójść spać i dać się mamie wozić po okolicy. Ale spokojnie, tata mi się później wyspowiadał. A było to tak:

20170409_110706(0)Tak Tata wyglądał na drugim kilometrze

Tata dogonił wujka. Razem wyprzedzili tą panią i dogonili jeszcze dwóch panów. Ale gdzieś około 4tego kilometra Tata znowu się rozmyślił i stwierdził, że wujek biega za szybko. Tak tylko przypominam, że wujek trenuje, a Tata… no, ale obiecałam pisać dobre rzeczy. No więc Tata dalej biegł swoje i w sumie dobrze mu to szło, tak do połowy trasy. A potem coś się tempo popsuło, coś tam nawet do marszu przeszedł na moment…. wyprzedziła go jedna pani z panem, a później druga. ta którą z wujkiem wyprzedzali na początku. Tu Tata już się przyznał, że zaczął biec za tą panią, bo to podobno działa. Zadziałało tak, że po chwili obie panie wyprzedził i… i za dwa kilometry znowu się popsuło. Ja nie wiem, jakby Tata jechał autem, to bym powiedziała, że mu się silnik krztusił. Wyprzedzało go coraz więcej osób, coraz częściej przechodził do marszu. Pozbierał się dopiero dwa kilometry przed metą, pewnie mu było wstyd przede mną, że tak długo musiałam czekać. Ale za to na metę wbiegł szybko, bardzo!

20170409_1240511:37:49

Tata w sumie wie co poszło nie tak i ja też już wiem. Za bardzo chciał się pokazać na naszym pierwszym biegu. Przyszpanować. Wujka Witka wyprzedzić na finiszu, jak już wytrzyma jego tempo. Tata to wszystko rozumie i obiecał poprawę, więc focha na niego nie strzeliłam. Zobaczymy czy się poprawi w Mietkowie… ale żeby nie było, że jestem taka łagodna dla niego, to wracając pokazałam mu w aucie, że umiem głośno płakać – a co!

To pisałam ja, Martyna!

20170420_220155

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *