Archiwa tagu: zdjęcia

Półmaraton Karkonoski 2017 – nie proście, a będzie wam dane

– Wstawaj
– Ale mi się nie chce…
– Wyczerpałeś już limit „nie chce mi się” na ten rok, wstawaj.

Cóż, Gosia jak zawsze ma rację. mimo, że na zegarku była piąta z minutami, nie pozostawało nic innego jak wstać i zebrać się do auta. Gosia usiadła za kółko, więc spałem na równi z Martyną. Pobudka w okolicach Jeleniej Góry, ostatnie kilometry i z zaplanowanym zapasem meldujemy się w Szklarskiej Porębie. Odbieramy pakiet, ostatnie przygotowania (tym razem niczego nie zapomniałem!) i pozostało nam już tylko czekać na start.

karkonoski1fot. Gosia

I… i to by było w zasadzie na tyle. Nie było planów. Nie było

Czytaj Dalej ->

W cugu -jedziemy na Karkonoszman IV

Gosia odradzała mi ten wpis. Podobno jak piszę o zawodach zanim się one odbędą, to coś idzie nie tak. Na szczęście nigdy nie byłem przesądny, a nadarza się okazja do wspominek. Bo już za tydzień odbędzie się czwarta edycja (nie licząc „zerowej”) Triathlonu Karkonoskiego, czyli inaczej Karkonoszmana.

Karkonoszman. Połówka Iromana (mniej więcej) w wydaniu górskim. Tylko i aż połówka. +1800 m przewyższenia na rowerze, a później jeszcze +1300 m na biegu. Bo pływanie na starcie „tylko po płaskim”. Za pierwszym razem te liczby, a także profile trasy mocno dawały do myślenia. A ten pierwszy raz był w 2014 r…

Pierwsze Starcie

Karkonoszman 2014 1

Czytaj Dalej ->

Młoda Mama traithlonistka – Triathlon IT 2017

To znowu ja, Martynka. Dawno nie pisałam, ale w sumie to nie było o czym, bo Tatko skutecznie unikał startowania. Ale w końcu przyszła impreza, której uniknąć nie mógł. Zwłaszcza, że namówił mamę, żeby też startowała!

Rodzice bardzo się bali tego startu. Bali się w zasadzie o wszystko. Nawet o mnie, że nie wytrzymam takiego wyjazdu. To już lepiej myśleliby o sobie, ja tam nie startuję – jeszcze (Tatko mówi, że sprawdzał, nie ma pianek do pływania dla dwumiesięcznych dziewczynek). Podobno mnie to się wszyscy boją i nikt nie chce ze mną zostać sam na sam. Jedna ciocia Iwona się zgodziła. Tatko mówi coś, że „miała jaja”, ale ja go nie do końca rozumiem… w każdym razie nie wiedziałam, że ludzie to się wszystkiego tak bardzo boją. A już całkiem to bał się Tatko, jak wieczorem przed wyjazdem wyszło, że nie ma roweru dla Mamy. Coś chyba czuł, że nie będzie zadowolona ze startu na szosówce… W końcu w sobotę z samego rana pojechaliśmy po ciocię i do Powidza.

Na miejscu byliśmy akurat. Zgodnie z regulaminem, Tatko odebrał pakiety do 11:00 (dokładnie o 10:59) a ja mogłam z ciocią posiedzieć nad Jeziorem. Ten Jezior to fajna

Czytaj Dalej ->