Archiwa tagu: zawody

Baw się dobrze – Gdynia IM 2017

Siedzę i popijam bezalkoholowego Lecha o smaku mięty (rozdawali czteropaki na mecie w Gdyni i choć nie przepadam za piwem, to ten smak już zawsze będzie dla mnie smakiem znad morza). Stukam w klawiaturę. Nogi bolą, reszta ciała w sumie też. Układ trawienny już powoli ogarnął, że jest po imprezie. I jak to po dobrej weekendowej imprezie, dociera do mnie, że gdzieś wcięło poniedziałek i jest wtorek wieczór. Widać imprezowanie nad morzem musi być z przytupem.

Szczerze mówiąc, to ja tak naprawdę nie lubię tego IM w Gdyni. Tak po prostu, nie trafiła do mnie, nie zakochaliśmy się od pierwszego, ani nawet od drugiego wejrzenia. Za to w tradycję już weszło, że te wyjazdy są namiastką urlopów, na które jakoś nie trafiało mi się w ostatnich latach jeździć zbyt często. Dalej ciepło wspominam pierwszy wyjazd, w 2015 roku, gdy nocowaliśmy w Kolbudach nad jeziorem.Może to głupio zabrzmi, ale byliśmy wtedy jak takie triathlonowe dzieci, które wybrały się na dużą imprezę. Jak patrzę dzisiaj na MAXiak’ów: Krzyśka, Kacpra, Romka, Kaśkę i innych – to przebyliśmy długą drogę od tamtego wyjazdu… Oj chyba mi jednak to bezalkoholowe nie służy, bo na wspominki

Czytaj Dalej ->

W cugu -jedziemy na Karkonoszman IV

Gosia odradzała mi ten wpis. Podobno jak piszę o zawodach zanim się one odbędą, to coś idzie nie tak. Na szczęście nigdy nie byłem przesądny, a nadarza się okazja do wspominek. Bo już za tydzień odbędzie się czwarta edycja (nie licząc „zerowej”) Triathlonu Karkonoskiego, czyli inaczej Karkonoszmana.

Karkonoszman. Połówka Iromana (mniej więcej) w wydaniu górskim. Tylko i aż połówka. +1800 m przewyższenia na rowerze, a później jeszcze +1300 m na biegu. Bo pływanie na starcie „tylko po płaskim”. Za pierwszym razem te liczby, a także profile trasy mocno dawały do myślenia. A ten pierwszy raz był w 2014 r…

Pierwsze Starcie

Karkonoszman 2014 1

Czytaj Dalej ->

Młoda Mama traithlonistka – Triathlon IT 2017

To znowu ja, Martynka. Dawno nie pisałam, ale w sumie to nie było o czym, bo Tatko skutecznie unikał startowania. Ale w końcu przyszła impreza, której uniknąć nie mógł. Zwłaszcza, że namówił mamę, żeby też startowała!

Rodzice bardzo się bali tego startu. Bali się w zasadzie o wszystko. Nawet o mnie, że nie wytrzymam takiego wyjazdu. To już lepiej myśleliby o sobie, ja tam nie startuję – jeszcze (Tatko mówi, że sprawdzał, nie ma pianek do pływania dla dwumiesięcznych dziewczynek). Podobno mnie to się wszyscy boją i nikt nie chce ze mną zostać sam na sam. Jedna ciocia Iwona się zgodziła. Tatko mówi coś, że „miała jaja”, ale ja go nie do końca rozumiem… w każdym razie nie wiedziałam, że ludzie to się wszystkiego tak bardzo boją. A już całkiem to bał się Tatko, jak wieczorem przed wyjazdem wyszło, że nie ma roweru dla Mamy. Coś chyba czuł, że nie będzie zadowolona ze startu na szosówce… W końcu w sobotę z samego rana pojechaliśmy po ciocię i do Powidza.

Na miejscu byliśmy akurat. Zgodnie z regulaminem, Tatko odebrał pakiety do 11:00 (dokładnie o 10:59) a ja mogłam z ciocią posiedzieć nad Jeziorem. Ten Jezior to fajna

Czytaj Dalej ->