Archiwa tagu: Skrzyczne

zamieć ikona

Zamieć – odsłona III

„O, jak ładnie”

„O ja pier*** jak tu pięknie”

„O kur**, tu jest zaje** ”

Pierwsza runda biegu na Skrzyczne upłynął mi w dużej mierze na przekleństwach. Na szczęście nie były one spowodowane (przynajmniej w tych momentach) tańczeniem na lodzie, czy ostrymi podejściami.  Temperatura na lekkim plusie, lekki wiatr, lekkie słońce. Nawet śnieg zmieszany z błotem byłem gotów nazwać lekkim w tych warunkach. No bo jak można nie odrywać się od ziemi w takich okolicznościach?



Czytaj Dalej ->

II Zamieć – drugie oblicze zimy

W Szczyrku walczyłem rok temu, mróz, mróz, lód i jeszcze trochę mrozu. Jeśli ktoś jest ciekaw, jak to wyglądało, to relację można znaleźć tutaj.

W tym roku nie pojechał ze mną Paweł, za to wyzwanie podjął Michał. Nie miał doświadczenia w Górach, w zimie i innych popranych pomysłach mieszczących się pod hasłem „zimowy ultramaraton górski”. Nastawiałem się więc na wszystko i na nic – ot, pojechać, pobiegać, a jak dobrze pójdzie, to może coś zawojować. Dużo miało zależeć od warunków, które będą czekały na miejscu. A te zapowiadały się ciekawie…

Przyjechaliśmy za wcześnie – A4 pusta, krajówka do Bielska pusta, śniegu na ostatnich kilometrach niewiele w stosunku do tego, co być mogło. około 5:00 meldujemy się na parkingu pod bazą i do 8:00 drzemiemy w aucie. Michał chyba zaczyna się uczyć spania w takich warunkach, bo tym razem nie marudził, że nie zmrużył oka. O ósmej przenosimy się do bazy, rozkładamy łóżko polowe (będzie zauważane w zasadzie do końca zawodów – co zrobić, stare kości potrzebują przynajmniej odrobiny wygody) i idziemy spać dalej. Przed

Czytaj Dalej ->

medal 2

„Moc, mróz i przewrotki”, czyli Zamieć 2014

Zaczęło się prosto – przeglądając napieraja wpadłem na informację o nowych zawodach. 24 godziny szlajania się po górach, w formie pętli brzmiało fajnie, a jeszcze lepiej, gdy doczytałem, że można z tego zrobić sztafetę. Paweł stawiał opór tylko chwilę i ostatecznie dał się namówić na wspólny start.

Później było kilka problemów. A to kurtka z kapturem, a to gwizdek (ostatecznie kupił go Paweł, cena jakby był ze złota, ale niestety zwykły plastik).. Organizator nie pozostawił złudzeń – wyposażenie obowiązkowe trzeba mieć i basta. W ramach przygotowań sprzętowych zdążyłem jeszcze przetestować moje stare buty z bieżnikiem i zmusić Pawła, żeby załatwił sobie kijki trekingowe. Za oknami temperatura rzadko spadała poniżej zera i zasadniczo nastawiałem się na kupę błota z śladami śniegu… a później przyszła zima. Paweł zaczął coś marudzić („umrzemy” i inne takie), ale stanął na wysokości zadania i w sobotni

Czytaj Dalej ->