Archiwa tagu: Poznań

XVI Poznań Maraton

11 ukończony maraton. Od pierwszego, we wrześniu 2010, zmieniło się wszystko i nic. Dystans, ból na trasie, nawet muzyka… nawet myśli na trasie idą w tych samych kierunkach… I tylko czasu na trasie trochę mniej się spędza.

Tym razem na zawody pojechaliśmy aż w cztery osoby – liczebność dawno już u mnie niespotykana. Do samochodu przygarnęło nas dwóch Marcinów, znajomych Gosi. Dla ułatwienia na początku wyprawy dostali numery (1 i 2), które utrzymały się do samego końca. Głównym plusem takie układu był niewyczerpany wprost potencjał do rozmów – w aucie, w hostelu, przy jedzeniu, przed startem i na mecie. Dawno się tyle nie nagadałem i nie nasłuchałem.

Nocleg Gosia wyszperała w Hostelu Poco loco – trafiliśmy do pokoju o nazwie „Nowak”, jak się okazało, na cześć Kazimierza Nowaka, którego określiłem tylko jednym mianem – wariat. Oczywiście w tym pozytywnym sensie. Mam nową lekturę na swojej liście. Kolacja w knajpie, nocne polaków rozmowy, okazja do posłuchania co nieco od triathlonisty –

Czytaj Dalej ->

3 x 1/2 IM

Sezon TRI ma się ku końcowy, przynajmniej w moim wykonaniu. Być może jeszcze spontanicznie coś tam wpadnie, ale zasadniczo co było do zrobienia w tym sezonie, zrobiłem. Trzy połówki to i tak aż nad to, jak na moją głowę.

Zaczęło się szaloną wyprawą na Karkonoszmana – jechać, nie jechać, „dobra, to jednak jechać”. Zimny, deszczowy, ponury poranek przed startem, uparta myśl w głowie, co ja tutaj w zasadzie robię… i nagle trzeba biec do wody, bo to już. Tak pobiegłem, że zrobiłem najlepszy czas na pływaniu ever (również jeśli idzie o samopoczucie). Wycieczka rowerowa po trasach, które znałem z obozu, kryzys, który przywitałem na totalnym luzie, a nawet z uśmiechem. Dziecięca radość z otrzymanych wafelków i przegapienie w tym wszystkim najtrudniejszego odcinka trasy. Po czymś takim bieg był już tylko podsumowaniem, które trzeba było zrobić, nie patrząc na styl. Wejście na przełęcz Karkonoską to mieszanina śmiechu i łez ze zmęczenia, a potem… a potem rura do mety i ściganie tych, którzy łyknęli mnie na dole. Szkoda, że nie było z kim się ciąć na Śnieżce, bo mogłoby być naprawdę ciekawie. Ostatecznie na szczycie melduję się

Czytaj Dalej ->

II Poznań Triathlon

Unoszę się w wodzie. Dookoła mnie masa innych ludzi, wszyscy w żółtych czepkach. Jest nas około tysiąca. Z każdą minutą robi się coraz ciaśniej, albo obrywam od osób dookoła, albo kajakiem który mam za plecami. Jak przez mgłę dociera głos spikera z brzegu. Również jak przez mgłę widzę boję, w stronę której mam płynąć. W zasadzie to przez mgłę, bo okulary mi zaparowały, a do tego nie mam soczewek. W końcu sędziowie cofają tych bardziej wyrywnych za umowną linię startu i pada sygnał.

Po wyjeździe do Poznania nie robiłem sobie wielkich nadziei. Chciałem tylko poprawić zeszłoroczny wynik, a to miało nie być trudne. Wystarczyło nie przegiąć na rowerze i nie umierać na biegu tak, jak w zeszłym roku. Pestka. A na nic więcej się nie nastawiałem. W sobotę sprawnie odstawiam rower do strefy zmian i zaliczam odprawę. W międzyczasie wpadam na stoiska zobaczyć, co mają ciekawego. Już wiem, dlaczego zazwyczaj tego nie robię – wyszedłem z namiotu prawie stówkę lżejszy. Po odprawie szybko jadę do Pauliny, która ugościła mnie tak, jak przed rokiem – kolacją i miłą rozmową. Pobudka w niedzielę przed szóstą, szybkie śniadanie i rura do Poznania.

Czytaj Dalej ->

Poznań Half-Ironman Triatlon – 04.08.2013

Debiut w triatlonie. Impreza, do której szykuję się od zimy i której wynik da odpowiedź na pytanie „co dalej”

Miejsce: Poznań, Malta
Start: 9.30
Założenia: przeżyć, poczuć, doświadczyć
Wyzwanie: Dokopać Krasusowi
Marzenie: Złamać 5h

——————————————————

Relacja

Stało się! Zostałem „połową człowieka z żelaza”! Nie wiem, czy nie lepiej mi było zostać „całym człowiekiem z gliny”, ale teraz nie ma już odwrotu. Kto chce, niechaj czyta, jak do tego doszło.

Początki, a na początku był…

Zaczęło się chaosem. Jak zawsze. Tym razem chaos wynikał z czytania ze zrozumieniem. Z brakiem zrozumienia znaczy się. Okazało się, że nie wystarczy stawić się na starcie w niedzielę rano, wypadałoby pojawić się w sobotę na odprawie i… zostawić rower. W piękną słoneczną sobotę wsiedliśmy więc z Asią w auto i miałem okazję przypomnieć sobie

Czytaj Dalej ->

4 sierpnia 2013
09:30a17:30