Archiwa tagu: Powidz

Młoda Mama traithlonistka – Triathlon IT 2017

To znowu ja, Martynka. Dawno nie pisałam, ale w sumie to nie było o czym, bo Tatko skutecznie unikał startowania. Ale w końcu przyszła impreza, której uniknąć nie mógł. Zwłaszcza, że namówił mamę, żeby też startowała!

Rodzice bardzo się bali tego startu. Bali się w zasadzie o wszystko. Nawet o mnie, że nie wytrzymam takiego wyjazdu. To już lepiej myśleliby o sobie, ja tam nie startuję – jeszcze (Tatko mówi, że sprawdzał, nie ma pianek do pływania dla dwumiesięcznych dziewczynek). Podobno mnie to się wszyscy boją i nikt nie chce ze mną zostać sam na sam. Jedna ciocia Iwona się zgodziła. Tatko mówi coś, że „miała jaja”, ale ja go nie do końca rozumiem… w każdym razie nie wiedziałam, że ludzie to się wszystkiego tak bardzo boją. A już całkiem to bał się Tatko, jak wieczorem przed wyjazdem wyszło, że nie ma roweru dla Mamy. Coś chyba czuł, że nie będzie zadowolona ze startu na szosówce… W końcu w sobotę z samego rana pojechaliśmy po ciocię i do Powidza.

Na miejscu byliśmy akurat. Zgodnie z regulaminem, Tatko odebrał pakiety do 11:00 (dokładnie o 10:59) a ja mogłam z ciocią posiedzieć nad Jeziorem. Ten Jezior to fajna

Czytaj Dalej ->

runda 1 i 2 – dwa zero dla mnie

Zaczęło się. Trzy weekendy, cztery starty. Jeden wariat i support który stara się go utrzymać przy życiu. Pierwsze dwa słowa padły w ostatnich dniach.

Runda 1 – Triathlon IT, Powidz, 17 czerwca, piątek

Rozgrzewka. Nie zajechać się, to miało być hasło tego dnia. Oczywiście można je sobie wsadzić w… no, ale jak tu nie poszaleć na branżowej imprezie? Dobrze chociaż, że w tym roku zdecydowałem się na udział w sprincie, a nie na olimpijce.
Rano dojeżdżając do bazy zawodów mieliśmy ulewę. Ucieszyłem się, w końcu piach który tak dawał się we znaki w poprzednich edycjach będzie trochę mniej grząski. Ucieszyłem się jeszcze bardziej, jak przestało padać na miejscu.Później już trochę mniej się ucieszyłem, jak złapało mnie na odstawianiu roweru do strefy. A już radość zniknęła całkowicie, jak z powodu warunków nasz start przełożono o 30 minut… do tyłu. No, ale opcja odwołania startu brzmiała jeszcze słabiej, więc trzeba było się sprężać i zdążyć wbić w piankę na czas.

Jeśli przy piance jesteśmy – coś dziwnie szybko mi woda do rękawa wpłynęła po wejściu do jeziora. okazało się, że na lewym barku mam

Czytaj Dalej ->