Archiwa tagu: motywacja

Motywacja – do usranej śmierci

Wybaczcie wulgarność tytułu. W nowej pracy emocji jest dużo więcej niż na wsi, więc chcąc nie chcąc coraz częściej używam ostatnio słowa na „k”… ale wracając do tematu:

Ten rok to jedna wielka lekcja. Poprzedni leczył mnie z ego, ten leczy mnie z lenistwa. Od stycznia ścieram się z różnymi formami „niechciejstwa”, które czasami przebijało się do wpisów i na facebooka. To nie tak, że uważam się za totalnego lenia. Gdybym był leniwy, rzuciłbym to wszystko w cholerę, sprzedał rower i kupił sobie w końcu konsolę, nowego kompa i Wiedźmina 3. Nie, nie jestem leniwy, ale od prawie roku walczę z buntem na moim własnym pokładzie – z moją głową. Głowa mówi mi, że nie mam już sił i/lub czasu na treningi. Znajduje mi usprawiedliwienia, alibi – muszę przyznać, że dobrze jej idzie, w zasadzie dałem się przekonać. Miesiąc po miesiącu znajdują się kolejne ważne tematy, przy których sport wydaje się nieważny. Rozwód, narodziny Martyny, dalej rozwód, szukanie pracy, ponownie rozwód, choroba Martyny, nowa praca, znowu rozwód… jakie znaczenie przy tym ma wyjście na trening?

Ma znaczenie. Ponad 8 lat temu zadebiutowałem w

Czytaj Dalej ->

Motywator IV – dodatki (bonus)

Motywator sytuacyjny:

Gimnastyka siłowa, gimnastyka rozciągająca, stretching, cross fit,  joga, szmery, bajery… no dobra, miało być o wszelakich dodatkach do treningów „konwencjonalnych”. Ale co tu o nich mówić? Są ci, którzy mają cierpliwość i robią, są pozostali, którym tej cierpliwości brakuje. Tym pierwszym zapewne to zaprocentuje, tym drugim gdzieś w końcu tego zabraknie. Chylmy więc głowy nad mocarzami, którzy po każdym biegu zdyscyplinowanie poświęcają jeszcze 20 minut na rozciąganie i skipy. Ja do owych mocarzy się nie zaliczam, mimo wielu prób podejścia do tematu.

Motywator wizualny:

I niech to będzie straszak na tych, co do treningu się nie przykładają. I Oby na mecie docelowych zawodów wasz sukces był jak poprzednie motywatory, a nie tak pokraczny jak na przykład to:

motywator IV

Czytaj Dalej ->

Motywator III – bieganie

Motywator sytuacyjny:

Niedzielne popołudnie, dom rodziców. Sielankowa atmosfera – ciepło, po niedawnym obiedzie sennie i leniwie. Na zewnątrz mokro, a słońce powoli chyli się ku zachodowi. Nic, tylko usiąść i pisać wiersze… znaczy się, zalec na kanapie.

I jest tylko jedno małe „ale”, jeden szczególik, który nie pozwala usiedzieć na miejscu i rozkoszować się lenistwem – trzeba przetestować buty które chcę zabrać na zawody w przyszły weekend. Nie biegałem już w nich ze dwa lata, trzeba sprawdzić czy stopa dalej sobie z nimi radzi. A czy jest lepszy sposób na testowanie takich butów, niż upodlenie się w lesie pełnym błota?przed biegiem

Czytaj Dalej ->

Motywator II – Kolarstwo

Motywator sytuacyjny:

Zegarek pokazuje sześćdziesiątą minutę treningu. Równa godzina, do końca już tylko 20 minut. Już nawet przestały się lać strumienie potu, widać do organizmu dotarło w końcu, że nie warto. Nogi kręcą bez zmian, ale w głowie od dłuższego czasu kołacze się słowo „odpuść”. Nie dlatego, że bolą nogi, a płuca palą – bo tego nie ma. Jest tylko ten głos, który udowadnia bezsensowność tego co robię. No bo durne to przecież – siedzieć w domu i machać pedałami w miejscu.

Na basenie to wyizolowanie działa na mnie pozytywnie – kolejne długości basenu nie powodują nudy, liczy się odległość, a czas jest tylko informacją jak mocno było. I jest ta świadomość, że jak przyspieszę, to skończę szybciej. Na trenażerze jest inaczej – przyspieszasz, a czas biegnie tak samo wolno. A nawet wolniej, bo zmęczenie zaczyna zakrzywiać poczucie czasu. I pedałuje człowiek i kręci ten młynek, a tu ani w przestrzeni, ani nawet w czasie nie chce się przesunąć. Jak jakiś, za przeproszeniem, pieprzony chomik na kołowrotku.

I na co to komu? Przecież i tak wsiądę na rower i kadencja wróci mi do 80rpm. Nie lepiej

Czytaj Dalej ->