Archiwa tagu: Harda Suka

Harda, Harda i po Hardej

Ostatnie dni upływają mi na przemyśleniach. Może nie tak grubo, jak rozważania nad „sensem wszystkiego” na Karkonoszmanie, ale jednak myśli około-filozoficznych jest sporo. A mimo tego całego mędrkowania nie bardzo wiem co napisać w kontekście wyjazdu w Tatry.

Mogę napisać, że drugi raz w życiu zastanawiałem się, czy właśnie przyszło mi umierać. Zapewne jak to czytasz, to myślisz o mnie tak, jak pomyślał organizator na końcu odcinka pływackiego. Pitu pitu, zmęczyłeś się, było ciężko, ale nie przesadzajmy z tym patosem. I w zasadzie to chyba nikt poza Gosią do teraz mi nie uwierzył, jak mówię, że żegnałem się z życiem. I może niech tak pozostanie.

Mogę napisać, że po wyjściu z wody psychikę miałem w strzępach. No, ale hej, przecież zrobiłeś odcinek w limicie, zawody się dopiero zaczynają i zasadniczo pion trzymasz całkiem okej. Wsiadaj na rower, jakoś to będzie. Wsiadłem, chociaż spróbować, ale chyba nikt nie zrozumie, jak wielkim wyzwaniem było ubrać się i wsiąść na siodełko, zamiast zawinąć w koc i schować w aucie.

Mogę wreszcie napisać, że na rowerze zarówno głowa jak i ciało nie chciały mnie słuchać. Że na byle

Czytaj Dalej ->

Runda 3: O tym, jak nie dałem się wydymać Hardej Suce

Na wstępie małe wyjaśnienie odnośnie tytułu. Utrzymuje się on w konwencji organizatorów, którzy sami już wspominają, że mają problem z nazwą imprezy. Jeśli dla kogoś zbyt wulgarnie – przepraszam i obiecuję, że sprowadza się to w zasadzie tylko do tytułu. No, może jeszcze do mojego dymania na Ciemniaka…

Późny wieczór, gdzieś po Słowackiej stronie gór. W nogach prawie 100 kilometrów, a ja po ostatnim zjeździe mam lekki kryzys. Mówię Gosi, że jak trafi otwarty CPN, to stajemy na kawę i 10 minut przerwy… otwarty CPN w nocy na Słowacji? Życzę szczęścia. Mimo to, jakieś 20 minut później zatrzymuję się na ciepłą kawę i bułkę z serem. Nie da się? Powiedzcie to Gosi i czekajcie na efekty…

O zawodach

Tatry. Często tu ostatnio bywam, traktuję je trochę jak poligon doświadczalny w kontekście planowanych podbojów wysokogórskich. Na ostatnich wyjazdach równie ciekawe jak same góry, były drogi dojazdowe. „O, tu też będzie Harda leciała”. Patrzyłem na asfalt i rozważałem, jak trudne będzie te dwieście kilometrów (z okładem) w siodełku. Roweru bałem się na Hardej najbardziej. Nocą, w

Czytaj Dalej ->