Archiwa tagu: góry

Karkonoszman po raz piąty

Gdy o 6:00 w aucie zadzwonił budzik, nie poczułem klasycznego dla mnie rozdrażnienia. Przez głowę nie przelatywały myśli w stylu ” po jaką cholerę to robię?” czy „mogłem być teraz w domu”. Gdy otworzyłem oczy, miałem jasno postawione zadanie na ten dzień – ukończyć zawody w limicie i utrzymać status „All Finisher’a”. I gdy wysiadłem z auta, z masochistyczną przyjemnością zabrałem się za wykonanie tego zadania.

przed startem Może i nie wygląda zbyt profesjonalnie, ale hej, tym razem nic nie

Czytaj Dalej ->

Ultrakotlina – jak się bawić, to się bawić

Od zeszłego weekendu minął zaledwie tydzień, ale w mojej głowie Ultrakotlina odbyła się jakiś miesiąc temu. Życie po raz kolejny nabrało rozpędu, w ciągu tygodnia trudno mi znaleźć czas na myślenie, o pisaniu nie wspominając. Ale optymizm który znalazłem przed wyjazdem na Kotlinę pozostał.

Nie planowałem w tym roku udziału w Przejściu. Dalej uważam, że to co zrobiliśmy dwa lata temu z Gosią było czymś niezwykłym i raczej trudno będzie to powtórzyć. Ponad 40 godzin na trasie to dla mojej głowy jednak trochę z dużo. Dlatego gdy w tym roku Gosia Puchała Pietruszka powiedziała, że startuje z mężem w Przejściu, nawet przez myśl nie przeszło mi „a może by tak…”. Zupełnie niezależnie jednak od tego, poszukiwałem górskich ultra, które mógłbym zaliczyć jeszcze w tym roku. Coraz więcej startów wymaga kwalifikacji, zaś moja psychika coraz bardziej potrzebowała dotarcia do mety i potwierdzenia „tak, potrafisz”. Tak trafiłem na Ultrakotlinę, która tym razem nie odbywała się razem z Przejściem. Dystans 80 km idealnie spełniał moje wymagania i… i sprawił że ponownie wróciłem na szlaki dookoła Jeleniej Góry.

Zaczęło się

Czytaj Dalej ->

Kareta Pików i Trójka Waletów – Ultrajanosik 2017

Czas leci, emocje opadają. Od Janosika minął już tydzień i mogę na wszystko spojrzeć z większym dystansem. Karkołomna podróż w Tatry wydaje się być ledwie drobną niedogodnością, a złość na organizatora wyparowała praktycznie do zera, zostawiając tylko wspomnienia niesamowitej trasy. Gdyby wszystkie przygody zostawały w głowie w takiej formie… Tak czy owak, do relacji mogę już usiąść bardziej na chłodno (nawet jeśli temperatury na dworze z jesiennych wróciły znowu na letnie).

janosik7No, Tatko, skasuj te wszystkie brzydkie słowa i zacznij jeszcze raz
fot. Gosia

Początek

Jak już wspomniałem, droga na zawody nie była dla nas łaskawa. Deszczowo,

Czytaj Dalej ->

Słów kilka o zbiegach

Po starcie w Półmaratonie Karkonoskim postanowiłem się podzielić swoimi doświadczeniami odnośnie podbiegów. Nie minęło dużo czasu, a ponownie zawitałem do Szklarskiej Poręby, tym razem na Wielką Pętlę Izerską. Jako że o samych zawodach mogę napisać niewiele – było gorąco i ciężko. Jest więc okazja do opisania tego, co tygryski lubią w górach najbardziej – zbiegania.

Wstęp

No właśnie, czy aby na pewno lubią? Jak zapytasz pierwszego lepszego turystę, to powie ci, że zdecydowanie łatwiej schodzić z góry niż na nią wchodzić. Większość osób biegających „na równinach” też nie będzie miało nic przeciwko delikatnym zbiegom, zaś na odcinek wznoszący się o 10 metrów w pionie będą patrzeć krzywo. Dlaczego więc, do cholery, zbiegi w górach budzą we mnie tak ambiwalentne uczucia? Dlaczego częściej płaczę zbiegając niż mozoląc się na jakiś szczyt?
Powiem ci dlaczego – Zbiegi, te prawdzie, przez duże „Z”, to w biegach górskich cisi zabójcy. Zniszczą twoje mięśnie i zmasakrują stawy. Wyssają resztki energii które zostały ci po podbiegu. Stłamszą psychikę, a twoja głowa będzie rozpaczać, że

Czytaj Dalej ->