170_velo-art-logo-OnWhite-300x110

O fittingu – wizyta w Veloart

Długo zbierałem się do tego wpisu. No bo co tu w zasadzie pisać? Przynudzać, że od dzisiaj będę jeździł na mostku długości 80 mm. a nie 125 mm. ? Albo że już wiem, od czego drętwieją mi stopy przy dłuższej jeździe rowerem? A może powinienem pochwalić się? „Ha! Udało mi się dobrze dobrać rozmiar butów!” ? 

Zrobimy więc tak: opiszę pokrótce „co to jest ten cały fitting?” a na koniec dodam kilka rzeczy które zaskoczyły mnie najbardziej. A jak ktoś nie znajdzie potrzebnych mu informacji, zapraszam do komentarzy.

 

Na sesję umówiłem się w nie-byle-jakim miejscu, bo w Velo Art. Lista sław która przewinęła się przez to niepozorne (z zewnątrz) studio robi wrażenie. Do tego Panowie mają dobrego speca od marketingu – wyglądają na najbardziej profesjonalne studio w Polsce. I… i chociaż nie mam porównania, to po wizycie jestem gotów w to uwierzyć.

W ramach podstawowej usługi klient otrzymuje kolejno:

– wywiad z fizjoterapeutą (osiągnięcia, doświadczenie, kontuzje, bolączki, cele).

– badanie mobilności, gibkości, wad postawy.

– dobór ćwiczeń do skorygowania tych ostatnich

– dopasowanie butów, dobór wkładek, ustawienie bloków

– serwis roweru (czyszczenie, regulacja, wymiana drobnych elementów).

– ustawienie roweru pod własne parametry, możliwości i cele. W przypadku, gdy dany element nie pasuje, wymiana na miejscu bądź zalecenie zakupu (mostek kupiłem na miejscu, sztycę będę musiał dopiero nabyć).

Do tego wszystkiego garść porad która pojawia się w czasie całej sesji i rozmowa z ludźmi „Z doświadczeniem”. Jak widać, jest tego trochę i każdy z tych elementów jest powiązany z pozostałymi. Przez wszystkie etapy przeprowadził mnie Jarek, fizjoterapeuta i fitter. Jak sam przyznał, nie rozumie ludzi zafascynowanych ultra, co nie przeszkodziło mu wskazać mi, gdzie czeka mnie najwięcej pracy. Pozwolę sobie przytoczyć wymianę zdań z badań:

– Masz różnicę w długości kończyn. Obstawiam, że to przez skoszoną miednicę

– Da się z tym coś zrobić?

– Lekarz powiedziałby ci, że nic. Fizjoterapeuta kazał ćwiczyć. Fitter dałby podkładki pod stopy. A ja powiem – ćwicz ile się da, a potem pomyślimy o podkładkach.

Dodam jeszcze, że ćwiczenia które dostałem są wykonalne dla zwykłego śmiertelnika i nie jest to jakaś skomplikowana joga.

Ustawianie roweru to to, co tygryski lubią najbardziej. Zresztą, kto nie chce być podpięty do kabelków, wsiąść na siodło i popedałować? No kto?

Tu ważna uwaga dla tych, którzy na sesję chcieli by się wybrać. Zadajcie sobie pytanie „czego oczekujecie od sesji?” oraz „do czego ma być mój rower?”. Odpowiedzi na te pytania może z was wyciągnąć fitter, ale chyba lepiej, jak wiemy czego chcemy, prawda?

I na koniec jeszcze ciekawostka: Ilu z was zna średnicę swojej sztycy? No, ręce do góry. Aha. Ja też nie znałem. I okazało się, że w teoretycznie popularnej ramie Cervelo R3 montują coś bardzo niestandardowego. Wniosek? Bądźcie gotowi na to, że problem może powstać tam, gdzie byście się go nie spodziewali.

zdjęcia Asia

Jedna myśl nt. „O fittingu – wizyta w Veloart

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *