Archiwa kategorii: Zawody

Karkonoszman A.D. 2017

Tu Martynka. Mama i Tatko zrobili mi prezent z okazji skończenia 11 tygodnia życia. Zabrali mnie do Czocha i Śnieżki. A było to tak…

19025239_807562902733683_7943130602990922141_o
fot. Bartek Sadowski

Tatko był na czas! Na czas dojechał na odprawę! (17:55) i na czas wszedł do

Czytaj Dalej ->

Młoda Mama traithlonistka – Triathlon IT 2017

To znowu ja, Martynka. Dawno nie pisałam, ale w sumie to nie było o czym, bo Tatko skutecznie unikał startowania. Ale w końcu przyszła impreza, której uniknąć nie mógł. Zwłaszcza, że namówił mamę, żeby też startowała!

Rodzice bardzo się bali tego startu. Bali się w zasadzie o wszystko. Nawet o mnie, że nie wytrzymam takiego wyjazdu. To już lepiej myśleliby o sobie, ja tam nie startuję – jeszcze (Tatko mówi, że sprawdzał, nie ma pianek do pływania dla dwumiesięcznych dziewczynek). Podobno mnie to się wszyscy boją i nikt nie chce ze mną zostać sam na sam. Jedna ciocia Iwona się zgodziła. Tatko mówi coś, że „miała jaja”, ale ja go nie do końca rozumiem… w każdym razie nie wiedziałam, że ludzie to się wszystkiego tak bardzo boją. A już całkiem to bał się Tatko, jak wieczorem przed wyjazdem wyszło, że nie ma roweru dla Mamy. Coś chyba czuł, że nie będzie zadowolona ze startu na szosówce… W końcu w sobotę z samego rana pojechaliśmy po ciocię i do Powidza.

Na miejscu byliśmy akurat. Zgodnie z regulaminem, Tatko odebrał pakiety do 11:00 (dokładnie o 10:59) a ja mogłam z ciocią posiedzieć nad Jeziorem. Ten Jezior to fajna

Czytaj Dalej ->

Tata biega… jak umie. Miękinia półmaraton

Wstaliśmy rano i z lekką obsuwą zebraliśmy się do wyjazdu. Znaczy Mama i Tata się zebrali, bo ja spałam. A obsuwa była, bo trzeba było spakować nie tylko mnie ale jeszcze tatę (albo odwrotnie?). Tata mówi, że najgorzej jechać na zawody, które są pod domem, bo wtedy zawsze człowiek myśli, że zdąży, a koniec końców jest na styk. Ja tam nie wiem, tutaj na styk nie byliśmy, był nawet czas pojeździć moim wózkiem w ramach rozgrzewki. Przecież szkoda by było nie skorzystać z takiego słońca.

20170409_101304
Tata jakiś taki zdziadziały w

Czytaj Dalej ->

Punkt wyjścia

Wrzesień 2016. Bieg IT, dystans 10 kilometrów, jak się później okazało, „prawie”. Ruszam spokojnie, wyprzedza mnie tłum ludzi, ale z każdym kilometrem rozkręcam się coraz bardziej. To ja zaczynam wyprzedzać, a średnie tempo na zegarku sukcesywnie spada, by w końcu przekroczyć granicę 4:00 min/km. Ostatecznie dorzucam do pieca na kilkaset metrów przed metą, łykając jeszcze kilka pozycji do góry i kilkanaście sekund na wyniku. Średnia z Garmina 3:57, a oficjalny czas 38:19. Mniejsza o to, że była to życiówka – to był jeden z dwóch najlepiej rozegranych przeze mnie biegów w życiu (obok Półmaratonu Ślężańskiego z tego samego roku).

Od tamtego czasu minęło pół roku. Pół roku które trudno nazwać rozwojem. Nadszedł marzec,  nadeszła Wrocławska Dycha, zawody które już raz były dla mnie odbiciem się od dołka. (dygresja: poznałem wtedy Łukasza – Dzika – Rakowskiego, wyglądał trochę inaczej niż dzisiaj i inne prędkości rozwijał).
Wrocławska to taki fajny punkt startowy dla sezonu. Pogoda już pozwala na strój startowy

Czytaj Dalej ->