Archiwa kategorii: Inne

Wpisy nie mieszczące się w pozostałych kategoriach

Bez grubej kreski, za to z wnioskami

Nie lubię takich wpisów. Wszyscy blogerzy sportowi je piszą. „co było w xxxx” i „co będzie w xxxx+1”. Czasami w jednym wpisie, czasami w dwóch. Jak kogoś poniesie to machnie tego jeszcze więcej. I człowiek przez cały grudzień przebija się na przemian przez „podsumowania” i „plany”.

A z drugiej strony za bardzo nie da się inaczej pisać w tym okresie. Zapisy na duże imprezy już ruszyły, dla tych średnich znane są już przynajmniej terminy. Te mniejsze często można już powiedzieć „że będą”. Wszyscy siedzą, planują, ustawiają, porównują i wydają furę kasy na wpisowe. Poważnie, grudzień w kategorii wydatków potrafi być jakąś masakrą, nie tylko przez prezenty. Swoją drogą, może to dobry patent na prezent dla sportowca? Talon na wpisowe na zawody?…

No dobrze, ale przejdźmy już do tego całego podsumowywania i planowania:

To był trudny rok…

Nie, nie był zły. Nie był też nieudany. Był po prostu trudny. Życie prywatne mocno zdefiniowało ilość czasu który mogłem poświęcić na sport. W liczbach na dzisiaj wygląda to tak:

Ironia

Od dawna robię rzeczy, które dla przeciętnego człowieka są chore. Sport na długim dystansie, w długim przedziale czasu, czy w skrajnie niesprzyjających warunkach to coś co robi wrażenie. W zasadzie na mnie też dalej robi – pod warunkiem, że zatrzymam się i pomyślę. Swoją drogą, najgorzej jak takie myśli przyjdą w czasie zawodów. Lepiej nie wyobrażać sobie jak dużo to jest te 100 km, gdy jesteś właśnie na trzydziestym…

Bywa, że ludzie mówią, że jestem wyjątkowym. Że to nie jest dla każdego. Częściowo mają rację, to nie jest dla każdego. Przede wszystkim nie każdemu sprawi to frajdę. Są też ludzie chorzy, którzy (teoretycznie) robić takich rzeczy nie powinni. Ale jak patrzeć na to racjonalnie, to nikt nie powinien sobie tego robić… W każdym razie sporty z kategorii „ultra” są dla ludzi. Trzeba tylko uwierzyć i zacząć to robić. Nie, nie jestem wyjątkowy.

A w kontekście ostatnich dni, to wręcz jestem wyjątkowo pozbawiony predyspozycji do takich zabaw. Od dziecka mam problemy z kręgosłupem. Mam krzywą miednicę, przeprost w odcinku lędźwiowym, zblokowany odcinek krzyżowy, garba i skrzywienie boczne, sam już nie wiem w którą

Czytaj Dalej ->

…Czas Planów

Podsumowanie w tym roku szybkie – w końcu do Sylwestra jeszcze miesiąc. Ale co zrobić, skoro już dzisiaj trzeba ogarniać plany na przyszły sezon? W ramach dzisiejszej walki na łokcie (poczułem się jak klient Lidla na promocji) o miejscówkę na IM Gdynia, co nieco o tym, co w przyszłym roku

Raz

Biegowo znowu stawiam na jakość. Bariery w głowie pękły, teraz pora żeby dotarło to do nóg. Na pewno musi pęknąć 3:00 w maratonie, na dzisiaj wszystko wskazuje na Kraków. Na dzisiaj to jedyna deklaracja wyników którą stawiam, ale marzeń w tej sferze trochę jest – wiosna pokaże, czy odrobiłem zadanie domowe.
Miało być w tym roku więcej ultra i więcej gór. Jedna z imprez „must be” właśnie wypadła z kalendarza – IWW, naprawdę fajnie było mi z wami przez te 6 lat. A pozostałe… będą głównie te zimowe (ZUK, Zamieć, Zimowy Maraton Ślężański), latem może wyjść różnie, ponieważ…

Dwa

…Ponieważ ten rok będzie mocny jeśli idzie o dwa koła. Świnoujście to była dopiero rozgrzewka. Celem na ten rok jest BBT, czyli Bałtyk-Bieszczady Tour na dystansie 1008 km. Niestety, jak się okazało, nie zrobiłem jeszcze

Czytaj Dalej ->

Podsumowań czas…

Działo się. W zasadzie jak co roku. W zasadzie od 2009 roku, kiedy poczułem miętę do ultra, nie mogę narzekać na nudę. Nawet jeśli jakiś pułap wariactwa stawał się już normą, znajdowałem coś, co znowu przyprawiało rodzinę i znajomych o pukanie się w głowę. I ten rok nie był wyjątkiem.

Raz

Biegowo ten rok poszedł w jakość. Podkręciłem wyniki na 5, 10, 21, 42 i 50 kilometrów. Zaliczyłem dziesiąty i jedenasty maraton w życiu, wziąłem udział w biegu „prawie dwunastogodzinnym” i ukończyłem Przejście Kotliny – najdłuższy pieszy start w moim dorobku. Co ciekawe, znowu zaprocentowała forma zrobiona zimą. Do tego ponownie wyszło podbicie poziomu w drugiej części lata. Widać już tak mam, że te okresy pasują mi treningowo. Trzy godziny na maratonie nie pękły, ale dla mnie liczy się, że ta bariera padła w mojej głowie. Ta i kilka

Czytaj Dalej ->