Archiwa kategorii: Inne

Wpisy nie mieszczące się w pozostałych kategoriach

A.D. 2017

Miałem nie pisać podsumowania roku. Ale chyba udzielił mi się świąteczny nastrój zadumy i refleksji…

Tempo spadło. Wlokę się w zasadzie noga za nogą. Trochę nadrabiam pisaniem, w tym roku nie szło mi ono najgorzej, ale jeśli chodzi o poziom sportowy to walczę z pomysłem, żeby zejść z trasy i rzucić to wszystko w cholerę. Rok 2017 był rokiem trudnym. Trudniejszym, niż jego poprzednik, 2016, który w sumie też do łatwych nie należał. Ale, ale – żeby nie było zbyt pesymistycznie – to nie tak, że ten rok był zły i „Jezu, dobrze że już się kończy”. To że maraton człowieka poniewiera, to nie znaczy, że jest zły, tylko że na długo zapadnie w pamięć. A że zbliżam się właśnie do tabliczki 28 km, to mam prawo podejrzewać, że jestem gdzieś w okolicach ściany. Ściany, którą trzeba po prostu przebić i biec dalej. Liczę tylko, że zachowam się jak na ultrasa przystało i nie skończę na głupim 42 kilometrze, tylko pociągnę do tej setki (ponoć kryzys przy 80 km dopiero potrafi dać w kość – chcę to sprawdzić).

Przyszły święta. Dla nas pierwsze z Martyną. Z tej okazji doczekaliśmy się nawet choinki, chociaż na razie

Czytaj Dalej ->

Motywacja – do usranej śmierci

Wybaczcie wulgarność tytułu. W nowej pracy emocji jest dużo więcej niż na wsi, więc chcąc nie chcąc coraz częściej używam ostatnio słowa na „k”… ale wracając do tematu:

Ten rok to jedna wielka lekcja. Poprzedni leczył mnie z ego, ten leczy mnie z lenistwa. Od stycznia ścieram się z różnymi formami „niechciejstwa”, które czasami przebijało się do wpisów i na facebooka. To nie tak, że uważam się za totalnego lenia. Gdybym był leniwy, rzuciłbym to wszystko w cholerę, sprzedał rower i kupił sobie w końcu konsolę, nowego kompa i Wiedźmina 3. Nie, nie jestem leniwy, ale od prawie roku walczę z buntem na moim własnym pokładzie – z moją głową. Głowa mówi mi, że nie mam już sił i/lub czasu na treningi. Znajduje mi usprawiedliwienia, alibi – muszę przyznać, że dobrze jej idzie, w zasadzie dałem się przekonać. Miesiąc po miesiącu znajdują się kolejne ważne tematy, przy których sport wydaje się nieważny. Rozwód, narodziny Martyny, dalej rozwód, szukanie pracy, ponownie rozwód, choroba Martyny, nowa praca, znowu rozwód… jakie znaczenie przy tym ma wyjście na trening?

Ma znaczenie. Ponad 8 lat temu zadebiutowałem w

Czytaj Dalej ->

Harda, Harda i po Hardej

Ostatnie dni upływają mi na przemyśleniach. Może nie tak grubo, jak rozważania nad „sensem wszystkiego” na Karkonoszmanie, ale jednak myśli około-filozoficznych jest sporo. A mimo tego całego mędrkowania nie bardzo wiem co napisać w kontekście wyjazdu w Tatry.

Mogę napisać, że drugi raz w życiu zastanawiałem się, czy właśnie przyszło mi umierać. Zapewne jak to czytasz, to myślisz o mnie tak, jak pomyślał organizator na końcu odcinka pływackiego. Pitu pitu, zmęczyłeś się, było ciężko, ale nie przesadzajmy z tym patosem. I w zasadzie to chyba nikt poza Gosią do teraz mi nie uwierzył, jak mówię, że żegnałem się z życiem. I może niech tak pozostanie.

Mogę napisać, że po wyjściu z wody psychikę miałem w strzępach. No, ale hej, przecież zrobiłeś odcinek w limicie, zawody się dopiero zaczynają i zasadniczo pion trzymasz całkiem okej. Wsiadaj na rower, jakoś to będzie. Wsiadłem, chociaż spróbować, ale chyba nikt nie zrozumie, jak wielkim wyzwaniem było ubrać się i wsiąść na siodełko, zamiast zawinąć w koc i schować w aucie.

Mogę wreszcie napisać, że na rowerze zarówno głowa jak i ciało nie chciały mnie słuchać. Że na byle

Czytaj Dalej ->

W cugu -jedziemy na Karkonoszman IV

Gosia odradzała mi ten wpis. Podobno jak piszę o zawodach zanim się one odbędą, to coś idzie nie tak. Na szczęście nigdy nie byłem przesądny, a nadarza się okazja do wspominek. Bo już za tydzień odbędzie się czwarta edycja (nie licząc „zerowej”) Triathlonu Karkonoskiego, czyli inaczej Karkonoszmana.

Karkonoszman. Połówka Iromana (mniej więcej) w wydaniu górskim. Tylko i aż połówka. +1800 m przewyższenia na rowerze, a później jeszcze +1300 m na biegu. Bo pływanie na starcie „tylko po płaskim”. Za pierwszym razem te liczby, a także profile trasy mocno dawały do myślenia. A ten pierwszy raz był w 2014 r…

Pierwsze Starcie

Karkonoszman 2014 1

Czytaj Dalej ->