Miesięczne archiwum: Czerwiec 2016

Runda 3: O tym, jak nie dałem się wydymać Hardej Suce

Na wstępie małe wyjaśnienie odnośnie tytułu. Utrzymuje się on w konwencji organizatorów, którzy sami już wspominają, że mają problem z nazwą imprezy. Jeśli dla kogoś zbyt wulgarnie – przepraszam i obiecuję, że sprowadza się to w zasadzie tylko do tytułu. No, może jeszcze do mojego dymania na Ciemniaka…

Późny wieczór, gdzieś po Słowackiej stronie gór. W nogach prawie 100 kilometrów, a ja po ostatnim zjeździe mam lekki kryzys. Mówię Gosi, że jak trafi otwarty CPN, to stajemy na kawę i 10 minut przerwy… otwarty CPN w nocy na Słowacji? Życzę szczęścia. Mimo to, jakieś 20 minut później zatrzymuję się na ciepłą kawę i bułkę z serem. Nie da się? Powiedzcie to Gosi i czekajcie na efekty…

O zawodach

Tatry. Często tu ostatnio bywam, traktuję je trochę jak poligon doświadczalny w kontekście planowanych podbojów wysokogórskich. Na ostatnich wyjazdach równie ciekawe jak same góry, były drogi dojazdowe. „O, tu też będzie Harda leciała”. Patrzyłem na asfalt i rozważałem, jak trudne będzie te dwieście kilometrów (z okładem) w siodełku. Roweru bałem się na Hardej najbardziej. Nocą, w

Czytaj Dalej ->

runda 1 i 2 – dwa zero dla mnie

Zaczęło się. Trzy weekendy, cztery starty. Jeden wariat i support który stara się go utrzymać przy życiu. Pierwsze dwa słowa padły w ostatnich dniach.

Runda 1 – Triathlon IT, Powidz, 17 czerwca, piątek

Rozgrzewka. Nie zajechać się, to miało być hasło tego dnia. Oczywiście można je sobie wsadzić w… no, ale jak tu nie poszaleć na branżowej imprezie? Dobrze chociaż, że w tym roku zdecydowałem się na udział w sprincie, a nie na olimpijce.
Rano dojeżdżając do bazy zawodów mieliśmy ulewę. Ucieszyłem się, w końcu piach który tak dawał się we znaki w poprzednich edycjach będzie trochę mniej grząski. Ucieszyłem się jeszcze bardziej, jak przestało padać na miejscu.Później już trochę mniej się ucieszyłem, jak złapało mnie na odstawianiu roweru do strefy. A już radość zniknęła całkowicie, jak z powodu warunków nasz start przełożono o 30 minut… do tyłu. No, ale opcja odwołania startu brzmiała jeszcze słabiej, więc trzeba było się sprężać i zdążyć wbić w piankę na czas.

Jeśli przy piance jesteśmy – coś dziwnie szybko mi woda do rękawa wpłynęła po wejściu do jeziora. okazało się, że na lewym barku mam

Czytaj Dalej ->