Miesięczne archiwum: Wrzesień 2015

logo_przejscie

(X)II Przejście Kotliny Jeleniogórskiej

– Ile to jest 36 x 3?
– Co?
– No, dawaj, ile to jest?
– … … … 108?
– Dobrze, lecimy dalej

Sentymentalny jakiś ten rok. Nie tak dawno wspominałem pierwszą Izerską Wyrypę (wpis niestety uciekł w trakcie zmiany serwerów), a teraz poszedłem jeszcze dalej – wróciłem tam, gdzie wszystko się zaczęło. Kotlina Jeleniogórska była moim pierwszym startem na długim dystansie i pierwszą porażką, w długiej linii porażek. Porażką, która narobiła mi smaka i pchnęła w stronę ultra. I musiało minąć sześć długich lat, żebym ponownie stanął na starcie w Szklarskiej Porębie.

Strach i podniecenie. te dwa uczucia towarzyszyły mi już na kilka tygodni przed startem. Znaczy, zależy mi, ale znaczy też, że może być różnie. Bo prawie 140 kilometrów, nawet jeśli zakładaliśmy z Gosią marsz a nie bieg, potrafi dać w kość. Zwłaszcza w górach. Zwłaszcza (!) przy złej pogodzie. Był więc strach. Ale jednak więcej było podniecenia.

Prolog:
Karkonosze były takie, jakimi je zapamiętałem. Sznur światełek przed nami i za nami na szlaku. Cisza i ciemność dookoła.

Czytaj Dalej ->

XXXIII Wrocław Maraton – inne spojrzenie

W ostatnią niedzielę miałem małe święto. Święto tym ciekawsze, że połapałem się w nim dopiero w poniedziałek – no bo kto by liczył, że to wypadał akurat dziesiąty ukończony maraton?

Wrocław ponownie nie był dla mnie miejscem do ścigania się. Zeszłoroczne zającowanie oficjalne, zamieniłem w tym roku na zającowanie prywatne. I jako że na dobrą sprawę nie był to mój maraton, to i relacja nie będzie moja. Z przyjemnością, po raz pierwszy, witam na blogu innego autora i oddaję głos (tekst?) Gosi. No, może jeszcze tu i ówdzie wtrącę coś od siebie.

33 Wrocław Maraton. 

Aż mi niezręcznie, że ten mój pierwszy wpis z relacją będzie taki…
…dramatyczny…

To miał być mój drugi maraton ever.
Tym razem, to miał być jednak maraton z extra bonusem, którym miał być Irek jako prywatny support i peacemaker zarazem.  Będąc ciągle jeszcze w euforii wiosennego Orlena i na fali ostatnich życiówek wymyśliłam sobie, że zrobimy go w 4:00.
Zacznę od tego że, niezależnie od czasu pozostałego do startu w tym maratonie ciągle nie

Czytaj Dalej ->