Miesięczne archiwum: Luty 2015

Satyra na dobranoc. I skołatane nerwy

Obiecałem sobie, że na poważnie nie będę się wypowiadał na temat ostatnich wydarzeń z szeroko rozumianej polityki. Nie od tego jest ten blog, a ja jako zwykły zjadacz chleba i tak mam mało do powiedzenia w tej kwestii – bo w końcu „co ja wiem?”. No, ale nie obiecywałem sobie, że nie będę się nabijał z tego i owego. Zwłaszcza, jeśli pozostanę w sportowej tematyce. Poniżej próbka zmierzenia się z formą literacką jaką jest satyra. Swoją drogą, szkoda, że nie uczą tego na języku polskim w szkole – można by tak, dla odmiany po tych wszystkich rozprawkach…

Ludu Rzeczypospolitej Polski, Rodacy, współobywatele!

Pochylcie się nad biednym losem polskiego biegacza! Poznajcie znój jego i wysłuchajcie o wszystkich kłodach, jakie pod nogi rzuca mu los, jak również złe i wyrachowane państwo (w domyśle „Oni”). Zauważcie, w jakim niedostatku i pognębieniu toczy się nasz, biegaczy żywot. Zacznijmy od początku:
Nikt nie zrozumie bólu naszych stóp, póki sam nie spróbuje przetruchtać kilku kilometrów. Nieważne, gdzie byśmy nie pojechali, to źle. Plaży do dzisiaj nikt nam nie wybrukował, nawet kawałeczka – nic, tylko piach

Czytaj Dalej ->

II Zamieć – drugie oblicze zimy

W Szczyrku walczyłem rok temu, mróz, mróz, lód i jeszcze trochę mrozu. Jeśli ktoś jest ciekaw, jak to wyglądało, to relację można znaleźć tutaj.

W tym roku nie pojechał ze mną Paweł, za to wyzwanie podjął Michał. Nie miał doświadczenia w Górach, w zimie i innych popranych pomysłach mieszczących się pod hasłem „zimowy ultramaraton górski”. Nastawiałem się więc na wszystko i na nic – ot, pojechać, pobiegać, a jak dobrze pójdzie, to może coś zawojować. Dużo miało zależeć od warunków, które będą czekały na miejscu. A te zapowiadały się ciekawie…

Przyjechaliśmy za wcześnie – A4 pusta, krajówka do Bielska pusta, śniegu na ostatnich kilometrach niewiele w stosunku do tego, co być mogło. około 5:00 meldujemy się na parkingu pod bazą i do 8:00 drzemiemy w aucie. Michał chyba zaczyna się uczyć spania w takich warunkach, bo tym razem nie marudził, że nie zmrużył oka. O ósmej przenosimy się do bazy, rozkładamy łóżko polowe (będzie zauważane w zasadzie do końca zawodów – co zrobić, stare kości potrzebują przynajmniej odrobiny wygody) i idziemy spać dalej. Przed

Czytaj Dalej ->