Miesięczne archiwum: Luty 2014

Myśli ściętej głowy #2

Kto by pomyślał, że przychodząca wcześnie wiosna okaże się tak nastrajająca do przemyśleń? Myśli Marcin, myśli Wolny, myślą i inni. Myślę i ja, bo mnie też jakoś tak chwyciło zadumanie. I z tematów, które mi się przewalają przez głowę, jeden powraca nieustannie.

Przed startem, w którym Kowalczyk zdobyła złoty medal, Robert Korzeniowski (opieram się na przekazie z mediów) rzucił zdanie „mamy prawo być rozczarowani” tym, co robi Justyna. Mniejsza o to, co myślę o startowaniu w takim stanie, mniejsza o to, co sądzę o Justynie. Nawet mniejsza o to, że Robert jest dla mnie jednym z większych sportowych autorytetów – ale czy naprawdę mamy prawo „być rozczarowani”? Niechby jej nawet nie wyszło, niechby dobiegła ostatnia, w mękach, pokonana, niechby nie dotarła do mety. To dalej będzie najlepsza biegaczka narciarska w historii Polski i jedna z najlepszych w świecie. Czy ktokolwiek z nas, tych siedzących na kanapie i tych którzy

Czytaj Dalej ->

Motywator IV – dodatki (bonus)

Motywator sytuacyjny:

Gimnastyka siłowa, gimnastyka rozciągająca, stretching, cross fit,  joga, szmery, bajery… no dobra, miało być o wszelakich dodatkach do treningów „konwencjonalnych”. Ale co tu o nich mówić? Są ci, którzy mają cierpliwość i robią, są pozostali, którym tej cierpliwości brakuje. Tym pierwszym zapewne to zaprocentuje, tym drugim gdzieś w końcu tego zabraknie. Chylmy więc głowy nad mocarzami, którzy po każdym biegu zdyscyplinowanie poświęcają jeszcze 20 minut na rozciąganie i skipy. Ja do owych mocarzy się nie zaliczam, mimo wielu prób podejścia do tematu.

Motywator wizualny:

I niech to będzie straszak na tych, co do treningu się nie przykładają. I Oby na mecie docelowych zawodów wasz sukces był jak poprzednie motywatory, a nie tak pokraczny jak na przykład to:

motywator IV

Czytaj Dalej ->

medal 2

„Moc, mróz i przewrotki”, czyli Zamieć 2014

Zaczęło się prosto – przeglądając napieraja wpadłem na informację o nowych zawodach. 24 godziny szlajania się po górach, w formie pętli brzmiało fajnie, a jeszcze lepiej, gdy doczytałem, że można z tego zrobić sztafetę. Paweł stawiał opór tylko chwilę i ostatecznie dał się namówić na wspólny start.

Później było kilka problemów. A to kurtka z kapturem, a to gwizdek (ostatecznie kupił go Paweł, cena jakby był ze złota, ale niestety zwykły plastik).. Organizator nie pozostawił złudzeń – wyposażenie obowiązkowe trzeba mieć i basta. W ramach przygotowań sprzętowych zdążyłem jeszcze przetestować moje stare buty z bieżnikiem i zmusić Pawła, żeby załatwił sobie kijki trekingowe. Za oknami temperatura rzadko spadała poniżej zera i zasadniczo nastawiałem się na kupę błota z śladami śniegu… a później przyszła zima. Paweł zaczął coś marudzić („umrzemy” i inne takie), ale stanął na wysokości zadania i w sobotni

Czytaj Dalej ->