Miesięczne archiwum: Luty 2013

170_velo-art-logo-OnWhite-300x110

O fittingu – wizyta w Veloart

Długo zbierałem się do tego wpisu. No bo co tu w zasadzie pisać? Przynudzać, że od dzisiaj będę jeździł na mostku długości 80 mm. a nie 125 mm. ? Albo że już wiem, od czego drętwieją mi stopy przy dłuższej jeździe rowerem? A może powinienem pochwalić się? „Ha! Udało mi się dobrze dobrać rozmiar butów!” ? 

Zrobimy więc tak: opiszę pokrótce „co to jest ten cały fitting?” a na koniec dodam kilka rzeczy które zaskoczyły mnie najbardziej. A jak ktoś nie znajdzie potrzebnych mu informacji, zapraszam do komentarzy.

 

Na sesję umówiłem się w nie-byle-jakim miejscu, bo w Velo Art. Lista sław która przewinęła się przez to niepozorne (z zewnątrz) studio robi wrażenie. Do tego Panowie mają dobrego speca od marketingu – wyglądają na najbardziej profesjonalne studio w Polsce. I… i chociaż nie mam porównania, to po wizycie jestem gotów w to uwierzyć.



Czytaj Dalej ->

Wilcze Gronie – deptanie śniegu w Rajczy

4:15 am. Dzwoni budzik. Nie wiem już po raz który tego poranka. Już nawet Asia wstała i zbiera się do wyjścia. Boże, jak mi się nie chce…

5:40 am. Jedziemy obwodnicą Wrocławia. Uświadamiam sobie, że nie mam portfela. Może by tak sobie darować?

około 9:00 am. Okolice Bielska. Uświadamiamy sobie, że nie mam telefonu. Asia pyta, czy przypadkiem głowy w domu nie zostawiłem…

Kilka minut po 10:00 w końcu docieramy do Rajczy. W miasteczku Chaos. Z tych przez duże „CH”. Korzystając z wysokiego zawieszenia parkuję niedaleko bazy, wbity w hałdę śniegu. Niezbyt przepisowo, niezbyt elegancko, ale i tak lepiej niż wielu kierowców dookoła. Biegacze, narciarze, górale, turyści… nikogo chyba nie zabrakło. Widać jakiś festyn albo inne święto. Co ja tutaj robię? Aaaa, tak przyjechałem biegać po górach. Teraz to się już chyba nie wypada wycofać…



Czytaj Dalej ->

kalendarz

O planach na przyszłość. Tą bliższą i tą dalszą.

Jakiś czas temu Asia poprosiła mnie, żebym zapisał jej moje plany na ten rok. „Ja ci nawet kalendarz zrobię, ty tylko wpisuj na karteczki co, gdzie i kiedy”. Bardziej mnie zachęcać nie musiała, zwłaszcza, że planów jest sporo i trzeba to jakoś ogarnąć.

Asiowy kalendarz

Jakiś czas temu Marcin pisał o łapaniu srok za ogony. Cóż, myślę, że mój kalendarz wyszedł jeszcze bardziej pokopany – ale ja się tym akurat nie przejmuję, u mnie to norma. Znalazło się więc miejsce i na bieganie i na rowerowanie i na triathlon (chociaż ten ostatni na razie tylko jeden). I chociaż za 4

Czytaj Dalej ->

Wrocławska Dycha – edycja I

Dzisiaj (niedziela) we Wrocławiu rozpoczął się cykl zawodów o nazwie Wrocławska Dycha. Biegi ma być organizowane w każdą pierwszą niedzielę miesiąca.

Dla mnie ta konkretna edycja była świetną okazją do sprawdzenia postępu po styczniowym treningu. Ponadto, maraton Warszawski życzy sobie wyników z biegu na 10km – i wyniki owe trzeba podać do końca lutego. Podrapałem się trochę w głowę i… okazało się, że ja chyba nigdy nie biegłem równych 10 km. na zawodach! Cóż, życiówki obecnie nie zrobię, ale jakiś wynik podać trzeba – coby nie startować na końcu kilkutysięcznego tłumu.

Do Parku Tysiąclecia przyjechaliśmy z Asią przed godziną 9.00 – organizator prosił o wczesne przybycie żeby nie robić problemów przy rejestracji (na bieg zapisało się ponad 200 osób). Dodatkowo o 9.15 rozgrzewkę miała poprowadzić wice-mistrzyni Polski w 1/2 Ironmana – Joanna Susmanek. Zawsze to okazja do podpatrzenia czegoś nowego. Niestety – pogoda nie dopisywała tego dnia i  na miejscu dołączyliśmy do marznącej na wietrze grupy zapaleńców. Rozgrzewka opóźniała się, jednak jakoś za bardzo mnie to nie bolało – nie miałem najmniejszej

Czytaj Dalej ->