Tata biega… jak umie. Miękinia półmaraton

Wstaliśmy rano i z lekką obsuwą zebraliśmy się do wyjazdu. Znaczy Mama i Tata się zebrali, bo ja spałam. A obsuwa była, bo trzeba było spakować nie tylko mnie ale jeszcze tatę (albo odwrotnie?). Tata mówi, że najgorzej jechać na zawody, które są pod domem, bo wtedy zawsze człowiek myśli, że zdąży, a koniec końców jest na styk. Ja tam nie wiem, tutaj na styk nie byliśmy, był nawet czas pojeździć moim wózkiem w ramach rozgrzewki. Przecież szkoda by było nie skorzystać z takiego słońca.

20170409_101304
Tata jakiś taki zdziadziały w

Czytaj Dalej ->

Irek, jakim tempem biegasz?

Już od dłuższego czasu chodzi za mną ten temat na wpis. Trochę nie było na niego czasu (standard), trochę nie wiedziałem jak to ugryźć. Przede wszystkim nie chciałbym nikogo urazić, zwłaszcza, jeśli przeczytają to ci, o których będę pisał. Dlatego uwaga – wpis ma skłonić do myślenia, a nie wytykać czyjeś błędy.

Gdy robią cie trenerem

Pytanie z tytułu usłyszałem na początku tego roku. Po rozwinięciu tematu, okazało się, że chodzi o dotarcie na metę półmaratonu za kilka miesięcy – niekoniecznie od zera, ale niemal. Pytający oczekiwał planu treningowego z rozpisanymi tempami. Po krótkiej rozmowie ze mną nie wyglądał na zachwyconego moim podejściem, a zapowiedziane „odezwę się” nie nadeszło do dzisiaj.
Szukałem jakiegoś porównania dla tej sytuacji i przyszło mi do głowy coś takiego: To jak zacząć tuning malucha od zalania do baku paliwa rakietowego. Osiągów raczej nie poprawi, za to skończy się wizytą na serwisie.

Ja rozumiem chęć robienia czegoś „dobrze”. Jak się do czegoś zabierasz, to szukasz wsparcia. W gazetach i internetach piszą o progach mleczanowych, tempie, tętnie, środkach treningowych i

Czytaj Dalej ->

Iro(n)man dla Józefa – podbijamy stawkę

IM4J

Jakiś czas temu na Facebooku opublikowałem logo, które zaprojektowaliśmy razem z Gosią. Dla tych nieśledzących fejsa przypomnienie:

logo jpgkliknij, aby powiększyć

Nie, żebym miał tak strasznie dużo czasu i z braku pomysłów zabrał się za „promocję”. Nie, czasu jak nie było, tak nie ma. Ale na pomaganie się znajdzie. Jest akcja, a w zasadzie to nawet można dać piątaka. A o co chodzi?

Chodzi o to, że jest Wojtek. I Józef. Ten drugi ma mukowiscydozę, a

Czytaj Dalej ->

Punkt wyjścia

Wrzesień 2016. Bieg IT, dystans 10 kilometrów, jak się później okazało, „prawie”. Ruszam spokojnie, wyprzedza mnie tłum ludzi, ale z każdym kilometrem rozkręcam się coraz bardziej. To ja zaczynam wyprzedzać, a średnie tempo na zegarku sukcesywnie spada, by w końcu przekroczyć granicę 4:00 min/km. Ostatecznie dorzucam do pieca na kilkaset metrów przed metą, łykając jeszcze kilka pozycji do góry i kilkanaście sekund na wyniku. Średnia z Garmina 3:57, a oficjalny czas 38:19. Mniejsza o to, że była to życiówka – to był jeden z dwóch najlepiej rozegranych przeze mnie biegów w życiu (obok Półmaratonu Ślężańskiego z tego samego roku).

Od tamtego czasu minęło pół roku. Pół roku które trudno nazwać rozwojem. Nadszedł marzec,  nadeszła Wrocławska Dycha, zawody które już raz były dla mnie odbiciem się od dołka. (dygresja: poznałem wtedy Łukasza – Dzika – Rakowskiego, wyglądał trochę inaczej niż dzisiaj i inne prędkości rozwijał).
Wrocławska to taki fajny punkt startowy dla sezonu. Pogoda już pozwala na strój startowy

Czytaj Dalej ->